Dwa gatunki, jeden styl.

Miłek, Mini i zaczarowane lusterka

Kot spokojnie machał złotym ogonem, który z każdym ruchem rozrzucał malutkie iskry dookoła siebie. Iskierki zamieniały się świetliki. Robaczki oświetlały alejkę, a gdy skończyło im się światło, odlatywały.

         Mini znowu szczeknęła cicho, tym razem inaczej. Kot był od niej większy i grubszy, ale stanął przed nią i… odszczekał.

         Miłek myślał, że śni. Szczekający kot? Przecież to niemożliwe!

         Przez kolejnych kilka chwil Mini szczekała, a kot jej odpowiadał. Rozmawiali w psim języku!

         Po dłuższej chwili ciszy kot szczeknął krótko i spojrzał na Miłka.

         – Mini prosi, żebym nauczył cię wszystkich języków zwierząt – powiedział kot z miauczącym akcentem. – Jest to bardzo trudne, więc postanowiliśmy, że rzucę na ciebie zaklęcie. Dzięki niemu przez cały dzień będziesz mógł rozmawiać z każdym zwierzęciem na świecie, ale gdy wzejdzie nowy dzień, czar pryśnie.

         Miłek stał z otwartą buzią. Gadający kot?

         Mini szczeknęła.

         – Mówi: „obudź się, musisz wypowiedzieć zaklęcie”.

         – Kot… mówiący kot? – wydukał Miłek.

         – Mówiący, szczekający, muczący, miauczący oczywiście też – powiedział dumnie kot. – Jestem Poliglotek i nie chwaląc się, znam wszystkie języki zwierząt i ludzi.

         – Kotek Poliglotek? – uśmiechnął się Miłek.

         – Zdrobniale i z rymem brzmi jeszcze lepiej, dziękuję. Zapamiętam. – Poliglotek pochylił mieniącą się nowymi kolorami głowę na znak wdzięczności.

         Mini zaczęła warczeć to na Kotka, to na Miłka.

         – Zniecierpliwiła się – powiedział przejęty Kotek. – Zaczynamy. Powtarzaj za mną najdokładniej, jak tylko potrafisz.

         Miłek przytaknął i zdziwił się po raz kolejny, gdy Poliglotek stanął na tylnych łapach, przednimi chwycił z wnętrza kartonu stare okulary i próbował założyć je na pyszczek. Okulary jednak ciągle mu spadały, a zniecierpliwiona Mini za każdym razem tupała łapą w ziemię.

         – Panie Kotku Poliglotku – zaczął Miłek. – Może pomogę?

         – O tak, bardzo proszę – mruknął kot. – Kiedyś było to o wiele prostsze. O już leżą na nosie. Z ludzkimi rękami to o wiele łatwiejsze. Dociśnij teraz do oczu… o właśnie. Dziękuję bardzo.

         Miłek odsunął się od zieleniącego się kota i czekał.

         Poliglotek wyjął z kartonu małą księgę, otworzył ją i przeglądał, szepcząc coś pod pyszczkiem. W końcu powiedział głośniej:

         – O jest! Tak, to chyba to! Przygotuj się i pamiętaj – powtarzaj jak najdokładniej. Zaczniemy, gdy będziesz gotowy.

Miłek nie wiedział, na co ma się przygotować. Wzruszył tylko ramionami i przytaknął. Wtedy Poliglotek zaczął mówić, a Miłek posłusznie powtarzał:

I szczeknięcia, i miauknięcia

Niech je wszystkie zapamiętam

Kacze kwaki, końskie parski,

Niech mój język będzie wartki,

Gdy wilk wyje, a koń rży,

Ja odpowiem wtedy im:

„Znam języki wszystkich zwierząt

i cześć powiem nietoperzom”,

Lew zaryczy, świnka kwiczy

Mych języków nikt nie zliczy!

         – Teraz po kociemu – powiedział Poliglotek i zaczął miauczeć.

         – Kotku tego chyba nie powtórzę. – Zasmucił się Miłek. – Muszę?

         – Poczekaj, poczekaj – Poliglotek wytężył wzrok. – Aa, już wiem. Po kociemu powtarzamy, gdy ktoś chce dodatkowe osiem żyć! Chcesz?

         – Hau… – szczeknęła Mini. – Hau… Nie… Hau… mamy czasu!

         – Mini ty mówisz! – krzyknął Miłek.

         – Hau… nie mówię… Hau… to ty mnie rozumiesz.

Miłek nie wiedział, co zrobić. Zwykle chwyciłby Mini w ręce i zaczął przytulać, ale nigdy nie robił tego z mówiącym psem. Mini miała nieco piskliwy głos, zupełnie jakby była małą dziewczynką.

Dodaj komentarz

Koszyk

0
image/svg+xml

Twój koszyk jest pusty.

Kontynuuj zakupy